13.

Baby 
I'm thinking it over 
What if the way we started made it something cursed from the start 
What if it only gets colder 
Would you still wrap me up and tell me that you think this was smart 
Cuz lately I've been scared of even thinking 'bout where we are
***

Mijały sekundy, minuty, godziny, dni, miesiące, lata w oczekiwaniu na jego ruch. Nie była na tyle silna, by chociaż się sprzeciwić, by odeprzeć atak, którego była pewna z jego strony. Ciemność zza okna okalała cały pokój. W głowie kłębiło się jej milion myśli, jak bardzo Jared zmasakruje jej twarz i wreszcie odegra się, za te wszystkie uwagi i odzywki z jej strony. Czuła się jak w amoku, więc tylko przesunęła głowę wzdłuż ściany, jakby miało to coś dać. Jared zamachnął się mocno i wycelował pięść w stonę ściany obok jej twarzy, w którą z całej siły uderzył. Chwilę później poczuła jego dłonie, układające się na jej szyi. Podniosła twarz do góry, by spojrzeć mu w oczy. Oczy szaleńca. Sztorm w morzu tego błękitu, wyrzucał statki na klif i i niszczył swą mocą. Zacisnął palce na jej krtani i mocno ścisnął, a ona odchyliła się, nie mogąc oddychać. Popatrzyła na popękany sufit. Czuła, jak jawa zlewa się jej ze snem i pozostała jej tylko chwila, by zemdleć. Leto podszedł do niej jeszcze bliżej, tak, że jego tors dotykał jej ciała i powiedział przez zaciśnięte zęby:
- Tu me cause, que je ne puisse pas me contrôler*.
Spojrzał na nią dziko. Jego oczy świeciły, niczym gwiazdy. Kreski wokół nich, zataczały koło wzdłuż oceanu, a usta wygięły mu się w dziwnym grymasie. Zastanawiała się co z nią zrobi, jak potoczy się dalej to wszystko, co właśnie się działo. Przygryzł wargi i oblizał je językiem. Parę sekund później wpił je w usta Valentiny. Zrobił to brutalnie i z agresją. Przyparł do niej mocniej, niż się spodziewała, tak, że czuła, jakby ściana za nią miała zaraz runąć. Czuła, jak jej mięśnie napierają na stare mury, jak ściana za nią odpada od cegieł. Traciła tlen w płucach, przez duszący uścisk Jareda, a pocałunek sprawił, że traciła kontrolę nad swoim stanem. Czuła, jak nogi nie trzymają już jej w pionie, a jedynie to, iż Leto tak na nią napiera, utrzymuje ją w pozycji stojącej.
Moje nawiedzone płuca.
Jego usta były słodkie i miękkie, albo to już sen ogarnął jej ciało. Jedwabny dotyk, który jej ofiarował, głaskał jej usta, łechtał je i muskał swą siłą. Ugięła się pod wpływem jego ruchu, ale nie odwzajemniła pocałunku. Nie potrafiła. Nie potrafiła się nawet poruszyć, bo czuła jak powoli umiera, odcięta od powietrza. Jared muskał wargami jej usta, wkładając w to całe swoje pożądanie, fascynację i wyobraźnię. Zjechał dłońmi do jej ramion, zostawiając na szyi odciśnięte czerwone pręgi – znaki obecności jego rąk na jej ciele. Mocno przycisnął ją do ściany i wbił palce w jej ciało, co doprowadziło ją do cichego pisku.
Duch w prześcieradle.
Niemal zachłysnęła się powietrzem i w przypływie adrenaliny, która dotarła do jej nerwów, mocno otworzyła usta, pozwalając Jaredowi pogłębić pocałunek. Wspięła się nogami na jego biodra, bo nie była w stanie ustać ani chwili dłużej. Jared podciągnął ją na siebie, łapiąc za uda i trzymając, by nie spadła. Oboje byli jak w amoku, jak na haju po najlepszym towarze, jaki można dostać. Zaciągnęła się jego zapachem i pozwoliła mu wziąć się zupełnie na swoje ręce. Złapał ją za plecy i pogłaskał dłońmi jej łopatki, wbijając język do jej ust z pożądaniem. Błądziła dłońmi po jego ciele, dotykając każdego skrawka jego skóry.
Wiem, że jeśli cię nawiedzę...
Jared przeniósł swoje dłonie na jej żebra i wbił w nie palce. Najprawdopodobniej, powinno ją to zaboleć, ale zamiast tego poczuła przypływ pragnienia, by całować go jeszcze bardziej i mocniej. Mocniej. Lepiej. Szybciej. Silniej. W swoim dotyku miał coś magnetycznego, że odczuwała to niemal jak fizyczny ból, gdy przestał, by ręce znów zacisnąć na jej szyi. Wpił się w jej usta jeszcze mocniej, tak że nawet jemu brakowało już tchu. Poczuła smak krwi w swoich ustach, chwilę po tym, jak Jared przygryzł jej wargę. Z pasją całował każdy skrawek jej twarzy i szyi, która była cała sina od przemocy, jakiej na niej użył.
Ty nawiedzisz mnie.
Traciła panowanie nad własnym ciałem, gdy Jared oddechem zjechał na poziom jej obojczyków. Nie miała siły się poruszyć, a bała się, że tutaj również pozostawi po sobie permanentny ślad w postaci siniaka, ugryzienia, czy nawet blizny. On jednak odsunął dłonią jej bluzkę i lekko ucałował odstającą kość, która tak podkreślała jej chudą figurę. Lekko zassał jej skórę, przyprawiając ją o drgawki rozkoszy i powrócił do jej twarzy, by spojrzeć jej głęboko w oczy.
- Chcę cię kochać i chcę twojej zemsty – powiedział zachrypniętym głosem, który przyprawił ją o gęsią skórkę. Rękami przejechał wzdłuż jej tułowia, zaczynając od lekkiego połechtania piersi, kończąc na zaciśnięciu rąk na jej pośladkach. Miała wrażenie, że w jej żyłach płynie heroina, a ona sama ma przed sobą tylko parę sekund życia. Umierała i rodziła się na nowo. Umarła i zmartwychwstała. Spojrzała na niego – był tak piękny, że aż ją to bolało. Miała ochotę go spoliczkować, ale osuwała się na ścianie, bo nie potrafiła już wytrzymać. Przymknęła oczy i czuła, jak Jared całuje nieprzytomne już, ciało. Ostatnie co usłyszała, to krzyki Floter, która w dziwny sposób znalazła się w jej pokoju.
***
- Zdaje pan sobie z tego sprawę, że w takiej sytuacji nie może pan tutaj więcej przychodzić, prawda, panie Leto?
Floter przemierzała odległość od ściany do okna w swoim biurze, ciągle powtarzając tą czynność, co doprowadzało Jareda do szału. Patrzył na nią z politowaniem i badał bliznę na jej twarzy. Wyglądała tak, jakby ktoś poharatał ją gorącym nożem prosto z piekła. Kobieta wyglądała na taką, która ma na pieńku nawet z diabłem, więc się nie dziwił. Otarł ręką rozmazany makijaż oczu. Był zmęczony i najchętniej wyszedłby już teraz.
- Nic mnie tu nie trzyma – powiedział z pustym wyrazem i położył nogi na stół.
- Widziałam, że jednak tak nie jest – uznała i wymownie poruszyła brwiami.
- Wie pani kim jestem? - zapytał, pełen udawanej pychy. Popatrzył na swoje paznokcie, z których schodził czarny lakier. - Jestem Jaredem Leto i robię tak z pierwszą lepszą dziewczyną.
Nie wiedział, czy się nie zapędza mówiąc te słowa, bo wyobraził sobie, jak robi coś takiego z Floter. Poczuł, jak zbiera mu się na mdłości, więc wymazał ten obraz ze swojej głowy. Na jego miejsce znów wpłynęła wizja anioła, który śnił mu się od dłuższego czasu. Anioła, który krwawił, cały czas krwawił. Jego skrzydła obdarte były z piór, przez co nie mógł odlecieć. Był przykotwiczony do jednego miejsca, nie mogąc się z niego wydostać. Nikt nie chciał mu pomóc. Nikt.
- Mam w swoim poważaniu to, z kim i kiedy pan to robi, póki nie jest to podopieczna naszego szpitala, w szczególności taka niebezpieczna.
- Sugeruje pani, że mogła mi zrobić krzywdę? - Jared zaśmiał się na samą myśl.
- Nie. Przyzna pan jednak, że Valentina to jeden z cięższych przypadków..
- Wcale tak nie uważam. Twierdzę wręcz, że jest bardziej normalna, niż niektórzy pracownicy tego ośrodka, jeżeli mam być szczery – przeczesał palcami swoje czarne włosy i czekał na reakcję kobiety. Był niemal pewien, że zaraz nazwie go prostakiem, łajdakiem czy też nieinteligentem dwudziestego pierwszego wieku.
- Pańskie zdanie, panie Leto, to ja mam osobiście w dupie – powiedziała z wściekłością w głosie i popatrzyła na niego uważnie. - Proszę stąd wyjść i lepiej się już tutaj nie pokazywać.
Spojrzał na nią z wyrazem twarzy, jakby chciał powiedzieć „czy ty kobieto spadłaś z dywanu”, zabrał nogi ze stołu i ruszył w stronę wyjścia. Nie chciał jej więcej oglądać, ale wiedział tez, że gdy Valentina się obudzi, znienawidzi go jeszcze bardziej. Sam nie wiedział, czy to lepiej, czy gorzej. Podświadomie pragnął jej nienawiści i sam skrycie ją nienawidził. W drodze powrotnej do hotelu, analizował każdą sekundę wydarzenia, które miało miejsce w pokoju Lightburn. Powiedział tak niewiele, ale uznał, że to i tak było zbyt dużo. Z wściekłości kopnął siedzenie kierowcy w busie, którym wracał. Ten, odwrócił się o niego i zapytał, czy aby wszystko jest w porządku.
Nie, nie jest w porządku. Nie jest kurwa w porządku.
Jared spojrzał na niego w sposób, który sygnalizował, by kierowca lepiej patrzył na drogę, a nie na niego, bo może to się źle skończyć dla nich obu. Obserwował krajobraz za oknem, który pod wpływem prędkości, przypominał to, co widział zawsze, gdy pił zbyt wiele i zbyt intensywnie. Miał ochotę zrobić dziś to samo, ale praca nad teledyskiem nie dawała mu spać. Zjawili się pod hotelem szybciej niżby przypuszczał. Wszedł do pokoju, trzaskając mocno drzwiami. Nie miał tego w zwyczaju, ale jak stwierdził: pierdolił tego dnia wszystkie zasady.
Chciał niepostrzeżenie znaleźć się w swojej sypialni, kiedy wyrosła przed nim postać Shannona trzymającego szczoteczkę do zębów w dłoni. Pasta dentystyczna skapywała mu po brodzie, a gdy próbował coś powiedzieć, z twarzy wylewał się potok piany.
- Świnio, idź to wypluć – powiedział Jared z odrazą, ale jego brat jedynie wytarł twarz w ręcznik, który trzymał w ręce. Widać było, że nie należał on to tych o największej świeżości, ale o to wolał się już nie awanturować.
- Widziałeś co zyskujesz, biorąc to, co bierzesz – zanucił Shannon i zaśmiał się w stronę Jared. End of the beginning zawsze pasowało do każdej sytuacji, w której stawiał go brat, więc lubił śpiewać tą piosenkę, ku nienawistnemu spojrzeniu młodszego wypierdka jego matki.
- Napisz swoją piosenkę i sobie ją śpiewaj – powiedział Jared i ruszył przed siebie unikając jego wzroku. Nie chciał konfrontacji z bratem, po wydarzeniach sprzed paru godzin. Miał ochotę odpocząć w łóżku, ewentualnie udać się do baru na rozmowę z Johnniem. Johnniem Walkerem.
- Again and again and again and again you see her face in everything...** - znów nucił pod nosem, tym razem wyprowadzając Jareda z równowagi.
- Spierdalaj, Shannon – wycedził przez zęby i ruszył chwiejnym krokiem. Upił z kieliszka namiętności i to był najmocniejszy alkohol, który spożył od lat. Spijał z pucharu pożądania, wiary i marzeń, a to doprowadzało go równocześnie do wściekłości i radości.
***
Otworzyła oczy, by ujrzeć biel ogarniającą ją z każdej strony. Światła, które mocno drażniły jej spojówki, znajdowały się na suficie co dziesięć centymetrów. To było piekło. Poczuła ból w okolicach krtani i chciała odruchowo się za nią złapać, gdy poczuła, że jej ręce wcale nie są jej posłuszne. Rozejrzała się trochę, doświadczając przy tym nieopisywalnego bólu głowy w skroniach. Spostrzegła, iż leży na zupełnie obcym jej łóżku, a raczej grubej desce z nogami. Jej ręce przywiązane były do niego, przez co nie mogła się poruszyć. Zaczęła się szarpać, jakby miało to cokolwiek dać. Czuła, jak jej żyły napełniają się jakimś obcym płynem, który został wprowadzony w nią bez jej zgody. Znów traciła ostrość widzenia, a przed oczami ukazał się jej ciemnowłosy mężczyzna, który nie chciał wyjść z jej głowy cały ten czas, gdy jej przytomność była znikoma.

"Wgryzę się jak piekielny dym pod jej powieki
I w głowie utkwię na wieki.
Będę jej myśli czyste przez cały dzień brudził
I w nocy ją ze snu budził." 
~ Gustaw (Adam Mickiewicz, Dziady IV)


*fr. sprawiasz, że nie mogę się kontrolować
** 30stm - echelon

9 komentarzy:

  1. I TY, KURWA, MASZ CZELNOŚĆ UWAŻAĆ, ŻE NIE MASZ TALENTU?
    NO JA KURWA MAĆ PIERDOLĘ NIE MOGĘ Z TĄ KOBIETĄ HALO JAREK WEŹ JO KOPNIJ W JEJ KOŚCISTY TYŁEK NIECH SIĘ TYPIARA OPAMIĘTA JA PIERDOLĘ.
    uff, wróćmy do wyrażania swoich emocji w sposób cywilizowany i uporządkowany interpunkcją.
    kurwa mać, ja pierdolę. o, właśnie tak.
    nie mam siły nic interpretować i doszukiwać się ukrytych sensów. wszystko zostało podane na tacy - od pragnień jareda, po potwierdzenie moich przypuszczeń o niskiej samoocenie [gdyby był pewien, że ona jest 'jego', nie wykorzystywał by sytuacji, w której valentina jest nieświadoma].
    życzę weny i chuj ci w dupę.

    OdpowiedzUsuń
  2. kocham cię , wiesz ? :* czekam na nowy :D !!

    OdpowiedzUsuń
  3. Najlepszy jaki czytałam do tej pory, pierwszy raz byłam -nazwę to cenzuralnie - wkurzona że to już koniec i nie wiem co jest dalej, mam nadzieję że ten stan niewiedzy nie będzie trwał długo, życzę weny - choć jak widać nie trzeba :-), pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział, uwielbiam jak piszesz. To jest czysta poezja aż chce się czytać! Mam nadzieję że ten ich romans się rozwinie. Masz wielki talent i wykorzystaj go do napisania kolejnego rozdziału! :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedy będzie nowy rozdział ? :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Codziennie tu zaglądam z nadzieją, że jest coś nowego, a tu nic:( jestem bardzo ciekawa jak potoczą się dalsze losy bohaterów twojego ff:) mam nadzieję, że wszystko jest w porządku. Dużo weny i czekam na kolejny!/J

    OdpowiedzUsuń
  7. kiedy nowy ? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powinien się pojawić w weekend. Nie mogę wcześniej, naprawdę. :(

      Usuń