10.

Pustka. Nic nie jest gorsze, niż wszechogarniająca cię pustka. Niby jesteś, niby istniejesz, ale nic nie czujesz. Jesteś jak powietrze: nie widać cię, ale jesteś obecna na świecie. Valentina leżała na łóżku z rękami ułożonymi pod głową. Wgapiała się w sufit. Jeszcze parę dni temu, ta czynność sprawiała jej przyjemność, dziś czuła, że oglądanie szarej bieli to nic sensownego. Szara biel była jak jej życie - zniszczona i brudna. Nie wiedziała o czym myśleć. Jej umysł, jak tablica, cały zajęty był tematami. Nie miała jednak niczego, by wymazać kredę. By się jej zwyczajnie pozbyć. Wtuliła się w siebie, zwinęła w kłębek, próbując zasnąć. Otrzymała tak mocną dawkę leków, iż nie potrafiła nawet wyjść z pokoju, kiedy usłyszała głośne krzyki. Jej powieki stawały się coraz cięższe, a ona sama nie spostrzegła, kiedy rzeczywistość zaczęła się mazać ze snem...
Znów widziała jakieś wzgórze, które kształtem teraz przypominało odwróconą gruszkę. Stała na jego skraju, a na przeciw niej, oparte o powietrze, wisiało lustro. Unosiło się nad przepaścią i ukazywało jej postać. Stała pełna strachu. Jej ręce odcieniem łączyły się z białą sukienką, którą miała na sobie. Wyglądała w niej jak w worku, bo była niesamowicie wychudzona. Na jej alabastrowej skórze odznaczały się błękitne żyły, które wyglądały jak korzenie starego dębu, rozciągając się po jej całym ciele. Brązowe włosy były szarpane przez wiatr, a jej szare oczy, jakby świeciły wśród panującej mgły. Jeszcze raz spojrzała w lustro, w którym malował się obraz młodej dziewczyny przeglądającej się w zwierciadle. Miała na sobie czarne rajstopy i dopasowane body, które podkreślało jej chude, lecz kształtne ciało. Włosy - długie i kasztanowe - związane były w spokojny kucyk. Emanowało od niej szczęście, kiedy robiła kolejny piruet, nawet się przy tym nie męcząc. Zadowolona z siebie popatrzyła w lustro i uśmiechnęła się do Valentiny. Ta, spragniona dosięgnąć miejsca w którym jest dziewczyna w lustrze, ruszyła w jej stronę. Poczuła jak spada w otchłań, a chwilę potem uderzyła z mocą o ziemię.
***
Mydło. Szampon. Włosy. Mydło. Ciało. Ręcznik. Lustro. Krem. Wdech. Wydech. Tętno. Bicie serca. Życie. Wdech. Wydech. Łóżko.
Sen. Ona. Szczęście. On. Rozterka. Radość. Złość.
VALENTINA.

Jared obudził się zlany potem, nie mogąc złapać oddechu. Czuł, jak jego serce bije mocno i niemiarowo, jak ręce dygoczą. Nie potrafił się otrząsnąć, nie potrafił wrócić do rzeczywistości. Poczuł smukłe dłonie na swoim ciele, które pogłaskały go lekko. Były delikatne, miękkie niczym jedwab. Dla niego były jednak tylko zwykłym nylonem, poliestrem tego świata, który nie był pożądany jak angora. Była tanią wełną, która drażniła skórę.
- Jay, co ci jest? Co się stało? - słodki głos Karli uniósł się w powietrzu a ona sama postanowiła go wesprzeć, siadając za nim i przytulając się do niego od tyłu. Czuła, jak nerwy pod jego skórą buzują.
- Miałem... Miałem okropny sen - powiedział zgodnie z prawdą i okrył się pościelą, bo poczuł mocny chłód. Przeczesał dłonią włosy i popatrzył pustym wzrokiem na drzwi na przeciw niego. Były bardzo ozdobne, jak zresztą cały hotel, w którym przebywał. Na środku nich znajdował się duży, kolorowy witraż, który przedstawiał Wielki Mur Chiński.
- Martwię się o ciebie. Od paru dni nie zachowujesz się jak ty - Karla obeszła jego postać i usiadła na przeciw niego. Popatrzyła mu głęboko w oczy, próbując odczytać, co czuje. Widziała tylko dwa błękitne kręgi. Nic poza tym. Nic, co mogłoby wskazywać na jakąkolwiek uczuciowość. - Rozmawiałam z Shannonem... Mówił mi, że się z kimś pobiłeś. Nie wierzę w to, Jay, bo ty taki nie jesteś - pogłaskała jego dłoń. - Wierzę, że nic ci nie jest, że to tylko chwilowe, ale bardzo się martwię, jeśli mam być szczera.
Uśmiechnęła się słabo, a na jej policzku ukazał się uroczy dołeczek, który większość mężczyzn doprowadzał do szaleństwa. Ale większość, to "ogólnie nieokreślona ilość", do której zdecydowanie, panicz z rodu Leto, nie należał. On nigdy nie należał do większości. Był chodzącą indywidualnością.
- Karla, do cholery jasnej, ty nic nie wiesz - wyciągnął dłoń z jej rąk. - Nie znasz mnie ani trochę i zrozum to wreszcie, ja cię nie kocham. Nie kocham i nie pokocham nigdy. Jak wiecznie będę istniał, na tym świecie lub innych, nie zapłonę do ciebie uczuciem innym, niż nagłe pragnienie pożądania. Nie oczekuj ode mnie rzeczy, których nie mogę ci dać, bo czuję się źle.
- Ale Jared... - do jej oczu napłynęły gorzkie łzy i ledwie opanowała to, co wydostawało się z jej ust.
- Czuję się cholernie źle! - krzyknął prosto w jej twarz, bez jakiejkolwiek kontroli. Od dłuższego już czasu nie mógł się kontrolować. Nie wiedział, co jest tego powodem, ale tak właśnie było. - Wiem, że cię ranię, ale ty mi to jeszcze utrudniasz!
Siedziała przygarbiona na łóżku, nie ruszając się ani na milimetr. Zastygła, niczym posąg. Po dłuższej chwili powiedziała gasnącym głosem:
- Gdybym mogła, zrobiłabym wszystko, rozumiesz? Zupełnie wszystko byleby tylko dobrze wypaść w twojej opinii. Oddałabym życie, by tobie żyło się lepiej. Oddałabym bogactwa świata, byleby tylko być z tobą. Wydałabym własny kraj, gdybym miała przez to ratować ciebie. Przepłynęłabym cały pieprzony ocean, by być obok ciebie po drugiej stronie świata. I po co go wszystko? Ty sprzedałbyś mnie za oświadczenie o platynowej płycie twojego zespołu. Odkleiłbyś mnie od siebie, jak gumę z podeszwy buta! Myślałam, że zasługuję chociaż na szacunek z twojej strony, Jared, ale jak widać, twój pusty umysł nie widzi nic więcej, prócz twojego własnego ego i rosnącej liczy dolarów na koncie - zrobiła pauzę, bo chciała na niego spojrzeć. Próbowała odszukać skruchę w jego oczach, ale zamiast tego spotkało ją nienawistne spojrzenie.
- Lepiej nic więcej nie mów. Powiedziałaś już dosyć. Dosyć.
- Jared...
- Dosyć. Czas, by uciekać. To nie jest gra. To dopiero nowy początek, Karla. Czas wcisnąć start, ale beze mnie.
Była zszokowana jego reakcją. Oczekiwała kłótni, walki, emocji. Zamiast tego otrzymała krótkie podsumowanie, które jakoby miałoby świadczyć o tym, że jej życie się dopiero zaczyna, a ona ma je rozpocząć na nowo bez Jareda.
Tylko jak zrobić krok w przód, kiedy jest się utwierdzonym do podłogi?
***
- Jesteś płonącym światłem? - zapytał mały Koreańczyk, z uroczym uśmiechem na twarzy, który przyglądał się Valentinie z uwagą i pełną koncentracją. Był tęgiej postury, a jego pulchne nóżki truchtały obok niej w podskokach.
- Po prostu się tak nazywam - sprostowała i ukucnęła, by zatrzymać chłopca w biegu. Uśmiechnął się do niej pogodnie i wplótł palce w jej włosy.
- Jesteś najładniejszą dziewczyną, jaką widziałem - powiedział malec i pogłaskał ją po policzku. Dziwnie się poczuła, ale nie odepchnęła chłopca.
Floter przyprowadziła go rano, oświadczając, że to nowy podopieczny. Valentina nie rozumiała tego przedsięwzięcia, ponieważ chłopiec miał maksymalnie pięć lat i nie wyglądał na jakkolwiek innego czy też odstającego od rzeszy innych chłopcy w jego wieku. Od razu zrobiło się jej go żal. Los jest niesprawiedliwy.
Życie jest niesprawiedliwe.
- Dziękuję ci bardzo. Skąd znasz angielski, łobuzie?
- Moja mama jest Amerykanką! - oświadczył zadowolony. - Ty też jesteś, widzę w twoich oczkach to samo, co u mamusi.
- A co widzisz, co? - popatrzyła na niego, śmiesznie ukazując oko, a on się zaśmiał.
- Takie coś, no wiesz... Mama mówiła na to marzenia! Że w jej oczach są marzenia. Masz marzenia w oczach, płonąca gwiazdo?
Valentina spojrzała na chłopca z troską i pogłaskała go po główce.
- Mam. I ty też. Każdy ma. Nawet jeżeli ci się wydaje, że w twoich oczach nie ma marzeń, to one tam są. Bo wiesz, mały... Marzenia są jak gwiazdy, a niebo - jak nasze oczy. Gwiazdy pojawiają się na niebie co noc, a nawet jeżeli ich nie widzisz, to i tak tam są, tylko przysłaniają je chmury.
- A czym są w takim razie chmury, co? - zapytał mały z konsternacją na twarzy.
- Chmury to strach, smutek i żal. One przysłaniają marzenia. Ale trzeba umieć je odgonić. Bo my, ludzie, w odróżnieniu od kosmosu, możemy sami wyznaczać sobie drogi. Musimy się tylko odważyć - uśmiechnęła się spokojnie. Nie była raczej pewna, że chłopiec zrozumiał, o co jej chodzi. Mówiła właściwie dla siebie, wypowiadając myśli na głos.
- Jesteś bardzo mądra. Ciekawe czy ten nowy pan też taki jest...
- Zaraz, zaraz. Jaki nowy pan?
***
Jared wspinał się po pobliskich górkach, które rozciągały się wokół. Jutro mieli zaczynać kręcić teledysk. było to dla nich wszystkich ogromnych wydarzeniem, ale on i tak nie myślał o niczym innym, tylko...
- Jared? - usłyszał znajomy mu głos, więc natychmiast odwrócił głowę. Ten widok nigdy mu się nie przykrzył. Łobuzerski uśmiech wymalował się na twarzy jego brata, gdy Jared przywitał się z nim, jak to mieli w zwyczaju. - Spacerki na rozmyślanie? - zapytał z sarkazmem i zaśmiał się donośnie.
- Można tak powiedzieć... Mam zamęt w głowie, jakiego dawno nie miałem.
- Szczerze? - zapytał, a Jared popatrzył na niego w oczekiwaniu odpowiedzi. - Zęby.
- Shannon, co ty, kurwa mówisz? - zaśmiał się Jared i pytającym wzrokiem próbował odczytać Shannona.
- No szczerze zęby - zachichotał i dodał: - Jared, nie jedno przeszliśmy. Wiem, że może teraz te sprawy są dla ciebie trudne, ale za parę lat, będziesz to wspominał z uśmiechem na twarzy.
- Miałem dziś okropny sen - powiedział i kopnął kamień, który nasunął mu się pod nogę. - Wiesz co mi się śniło? Że stąd odjeżdżamy...
***
Za oknem malowała się czerwień zachodu słońca, kiedy Valentina z ospaniem w oczach przerzucała kanały telewizyjne w pokoju dziennym. Rutynowo oglądała pięć sekund jakiegoś programu, by zaraz przełączyć na następny, i tak w kółko. Jej nadzieją zawsze było, że zobaczy coś, co ją zainteresuje. Mniej lub bardziej. Przyglądała się akurat kanałowi o dźwięcznej nazwie MTV, jedynemu z komercyjnych kanałów telewizyjnych, który był dostępny w ich szpitalu. Prezenterka, o długich blond włosach i różowej szmince na ustach opowiadała plotki, które, jak sama twierdziła, były bardziej świeże, niż poranna rosa.
- A teraz krótka informacja dla fanów rocka i 30 Seconds to Mars - wyostrzyła mimowolnie słuch i spojrzała na ekran uwazniej. - Wokalista zespołu, Jared Leto, podobno znów jest wolny. Jego dziewczyna, Karla Bartoli została zauważona na lostnisku wraz z nim. Płakała a on pożegnał ją bez tęsknoty. Wszystkie zdjęcia możecie zobaczyć na naszej stronie internetowej, lub MySpace. Jeżeli nie macie planów na Sylwestra, to... - mówiła dalej, ale Valentina zaczęła się tak głośno śmiać, że nie usłyszała nic więcej.
- Co cię tak śmieszy? - usłyszała za plecami dziwny głos, którego jeszcze nigdy nie słyszała. Odwróciła się natychmiast i zobaczyła chudego mężczyznę, średniego wzrostu o blond włosach, które okalały jego twarz, jak aureola. Uśmiechnął się zawadiacko i przyłożył papierosa do swoich ust.
- Gabriel, jestem tu nowy - powiedział do niej i wyciągnął rękę na przywitanie. Gdy ta mu ją podała, ucałował ją z uśmiechem.
- Gabriel?
- Tak. Zupełnie jak anioł Gabriel.
- Valentina.
- Miło cię poznać, Valentino.
Popatrzył jej w oczy i uśmiechnął się. Coś w tym uśmiechu sprawiło, że rozbolał ją brzuch. To nie był normalny uśmiech. To był uśmiech diabła.

_________
zapraszam na wersję wattpadowską opowiadania. lepiej się na niej czyta (zwłaszcza na telefonie, w aplikacji) niż na bloggerze. mimo to, bardzo miło by mi było, gdyby przeczytała wsze komentarze *żuli* 
wattpad: CAN'T CONTROL (link)
PS mam ochotę rzucić tego bloga w trzy diabły, bo blogger to coś okropnego.

6 komentarzy:

  1. PIERWSZA HUEHUE
    tym rozdziałem zachęciłaś mnie do opublikowania e12. pierdol się.

    dzisiejszy rozdział pełen porównań i symboliki. skupiłabym się na tym, ale kwestia shannona dotycząca zębów... skradła moją całą uwagę. nie wiem na czym to polega, lecz utożsamiam się z bratem jareda na poziomie duchowym. megs & shannon (future) bff!!!
    wprowadzenie nowego bohatera, gabriela, pośrednio dużo zdradza o twoich zamiarach. niezmiernie się cieszę, że pojawiła się nowa postać do interpretowania i rozmyślania nad jej motywacjami.
    życzę weny.

    OdpowiedzUsuń
  2. hivhdbckibhfdkefhfnkdn *___________* boski , ja chce nowy !!!!! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. wspaniale, że na ten rozdział nie musieliśmy czekać tak długo, to naprawdę duży plus ;)
    bardzo mi się podoba wprowadzenie nowej postaci-Gabriela, już teraz wydaje się interesujący, a pokazałaś go w dwóch zdaniach!
    Valentina wydaje się teraz jakaś bardziej... otwarta? Nie wiem czy w jej przypadku można w ogóle użyć takiego określenia, ale chyba wiesz co mam na myśli. To chyba zasługa Jareda, co jest fajne.
    Niecierpliwie czekam na kolejny rozdział! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawi mnie postać Gabriela .Myślę ,że okaże się interesujący :)
    Czekam niecierpliwie na dalszy rozwój wydarzeń .
    Uwielbiam jak piszesz ,błagam nie odpuszczaj !
    Weny życzę oczywiście xx

    +ładnie proszę o więcej bezczelnego Jareda :3

    OdpowiedzUsuń