07.

Przeczesała swoje krótkie, blond włosy. Czuła pod palcami ich szorstkość. Były po prostu brzydkie i sama nienawidziła na nie patrzeć. Przestała o nie dbać wiele miesięcy temu i to sprawiło, że kształtem przypominały słomę. Dopiero teraz poczuła potrzebę, by to zmienić. Nie było jednak na to czasu.
Krążyła wokół stołu z powagą, podczas gdy salowa wyczytywała nazwiska osób, które powinny zjawić się po leki. I tutaj znajdowało się całe sedno sprawy. Zastanawiała się całą noc, co zrobić, po tym, co powiedział jej Jared. "Życie się zmienia, ale nie kończy".* Nie kończy, życie się nie kończy...
Valentina spoważniała i poprawiła bluzkę w odcieniu kwitnących fiołków. Wyglądała w niej nieco infantylnie, ale nie przywiązywała zazwyczaj zbyt wielkiej wagi do ubrań. Każdy, kto próbowałby wyśmiać ją lub jej ubranie, skończyłby jak niedorobiony bezdomny proszący o grosz łaski.
- Lightburn! - usłyszała w oddali krzyki grubej siostry rozdającej kubeczki z lekami, więc jednym zgrabnym ruchem odsunęła krzesło od stołu. Teraz albo nigdy. Zamaszyście znalazła się na krześle, z którego weszła na stół. Widziała teraz cały salon pełen różnych osób. Schorowanego Pete'a, wredną Cate czy też ukrywającą się w kącie Clary. Wszyscy byli zagubieni. Wszyscy byli źle traktowani. Pora zabrać za nich głos, czas działać.
Głośno tupnęła, tak, że wzrok każdego z obecnych tam osób, skierował się w jej kierunku. Czuła, jakby stado wilków przeszywało ją wzrokiem. Wilki, które są wygłodniałe wolności.
- Nigdzie. Nie. Idę. - Krzyknęła donośnie a w sali zapanowała grobowa cisza.
***
Shannon otworzył oczy, po mile spędzonej nocy na oglądaniu anime. Śniło mu się nawet, że wystąpił na scenie w przebraniu Naruto. Uśmiechnął się zadziornie i skierował wzrok na stojącą na kredensie maszynę do kawy.
- Witaj, najpiękniejsao z pięknych! - powiedział do maszyny i ześlizgnął się z łóżka. Będąc nadal w samych bokserkach, ustawił automat na mocne espresso i już miał iść się ubrać, kiedy usłyszał dzwonek do drzwi. Zdziwiony, ruszył w stronę wejścia. Otworzył je jednym ruchem, dostrzegając stojącą przed nim i nieco zmartwioną Karlę. Otworzyła buzię ze zdziwienia, na widok pół nagiego Leto, więc ten miał już kolejny pretekst, by zawstydzić ją jeszcze bardziej.
- Widzę, że faceci z gatunku Leto bardzo cię pociągają - zadrwił i oparł się o ramę drzwi, stojąc przed nią wyzywająco. Nie było tak, że jej nie lubił. Po prostu śmieszyło go to, jak ona przejmuje się jego bratem, kiedy on najzwyczajniej ma to gdzieś.
- Shannon - oczy Karli nagle odzyskały świadomość i przenikały go wzrokiem. - Widziałeś Jareda? Wczoraj rano wyszedł z apartamentu i do teraz go nie widziałam. Dzwoniłam, ale on nie odbiera. Martwię się, wybiegł taki zdenerwowany... Nie ma go u ciebie?
- Nie - powiedział starszy Leto, ale zaraz potem zaczął się głośno śmiać. Widział pytające spojrzenie Karli, więc trochę się uspokoił. Nadal jednak nie ukrywał rozbawienia. - Ale Karla, on wczoraj do mnie dzwonił z milion razy. I nie rób takiej miny, jakbyś właśnie zobaczyła nagiego Tomo... Jared od wczoraj jest już na planie teledysku. Bo nie wiem czy wiesz, ale nagrywamy tutaj teledysk. Nie przyjechaliśmy tutaj, by spełniać twoje fantazje erotyczne z Jay'em w roli tytułowej. Jared jest perfekcjonistą i już wczoraj pojawił się na planie. Z tego co wiem i co mówił mi Matt, nasz mały Leto zasnął na kanapie. Dziwne, że nie zadzwonił do ciebie, mi wczoraj jakieś pół godziny opowiadał o tym, jak to skopał jednego typa...
- Zaraz, zaraz - Karla pomachała dłońmi, by zatrzymać słowotok Shannona. - Jared kogoś pobił?
- Długa historia, której pewnie nie usłyszysz... Czy on w ogóle cokolwiek ci mówi? - Shannon wiedział, że źle postępuje, drocząc się z blondwłosą pięknością, ale sam nigdy nie znał tej granicy, której się nie przekracza. Karla była dla niego rodzajem kobiety, z którą nie warto nic robić, bo jest zbyt przewidywalna. Lubi kwiaty, nie lubi niechlujstwa. Lubi romantyczne wieczory, kolacje przy świecach i bieliznę od Victoria's Secret. Jared natomiast lubił pisać, grać, malować, po prostu tworzyć w domowym zaciszu, siedząc przy tym w niewypranej bluzie od Abercrombie & Fitch. Istniało też oblicze Jareda, o którym nie lubił mówić, nie miał jednak wątpliwości, że nawet ten zwykły Jared, Jared z Bossier, nie byłby szczęśliwy z dziewczyną pokroju Karli.
- Lubisz być dupkiem, czy po prostu masz to we krwi?
Shannon usłyszał automat do kawy, który sygnalizował, że jego napój jest już gotowy. Nie miał już ochoty rozmawiać z dziewczyną, chciał ją spławić i po prostu napić się kawy.
- Zmywaj się stąd, Bambi i idź udawać księżniczkę gdzieś indziej. Uwierz, nie musisz na każdym kroku go kontrolować, on i tak ma cię gdzieś. Może gdybyś była chorą psychicznie wariatką, miałabyś szansę... - natychmiast zamknął jej drzwi przed nosem i ruszył jakby nigdy nic w stronę kredensu, nad którym unosił się zapach świeżo sparzonej kawy. Wyrzuty sumienia? Nie miewał czegoś takiego. Życie nauczyło go jednego: Jeśli ktoś pokazuje ci środkowy palec, złam mu go.
Dotknął kubka, który obdarował go ciepłym dotykiem.
- Hej kochanie, mam na ciebie wielką ochotę!
***
- Chodź tu, do cholery, Lightburn, albo zaraz zawołam Floter! Same problemy z tobą! Nie możesz chociaż raz odpuścić?
Salowa krzyczała na Valentinę z drugiego końca sali. Ta jednak stała trzeźwo na stola, a ręce aż trzęsły się jej z ekscytacji. Czuła, że może wszystko, że walczy o wszystko i jest dla wszystkich.
Nie ważne, jak samolubni byśmy nie byli, chcemy być potrzebni. Każdy człowiek chce być po prostu... chciany. Każdy chce być czyimś pragnieniem, bo w głębi duszy chcielibyśmy być czyimś nieosiągalnym celem,  czymś do czego dąży.
- Nigdzie nie pójdę i nic nie zrobię! - krzyknęła głośno i zauważyła, jak ludzie powoli podchodzą w jej stronę. - Siedzimy tutaj jak jakieś wyrzutki, jak śmiecie! Co takiego wam zrobiliśmy?
Clary wyszła spod zasłony, za którą się znajdowała i ruszyła w stronę Valentiny. Niepewnie spojrzała jej w oczy, ale zaraz stanęła na stole obok niej. Poczuła dziwną siłę.
- Chcemy stąd wychodzić! - powiedziała, nieco głośniej, niż miała zwyczaj mówić. Poczuła rękę przyjaciółki na ramieniu, co zadziałało na nią jak zastrzyk energii i pewności siebie. - Jesteśmy w pieprzonych Chinach, a nawet nie byliśmy w barze na chińszczyźnie! Każdy szpital organizuje wyjścia dla pacjentów, tylko nie nasz! Co zrobiliśmy źle?
Ludzie cicho zaczęli szeptać między sobą i ruszyli w stronę stołu. Salowa chwyciła za słuchawkę i wezwała woźnych. Wbiegli do sali z kijami w rękach.
- To jest opieka nad chorymi? - zapytała pełna oburzenia Valentina. - Nic, tylko nas bijecie, trujecie, poniżacie. Co to, do cholery jest?
Mężczyzna, który dwa dni wcześniej prowadził ją na rozmowę z Jaredem, mocno szturchnął ją kijem, przez co zachwiała się do tego stopnia, iż upadła ze stołu. Z impetem wylądowała na ziemi, poczuła ból w klatce piersiowej ale podniosła się na tyle, by popatrzeć mężczyźnie w twarz.
- Nie zadzieraj z wariatami - powiedziała cicho i pokazała mu środkowy palec. Nie musiała długo czekać na odpowiedź, woźny uderzył ją w brzuch z taką siłą, że ta czuła, jak jego pięść masuje brutalnie jej żołądek. Splunęła krwią na biały dywan i otarła twarz dłonią. Czuła buzującą w niej wściekłość i miała ochotę poćwiartować mu twarz. Jednym sprawnym ruchem kopnęła go w głowę, powalając go na ziemię i usiadła na nim. W amoku okładała jego twarz pięściami, pełna gniewu i czegoś jeszcze, czego nie umiała opisać. Czuła coś na kształ nadzieji, jakby na nowo rodziło się w niej życie. Nie chodziło o to, że katuje jakiegoś mężczyznę, tylko o to, że walczy o sprawiedliwość, nie tylko dla siebie.
Nagle coś wybiło ją z rytmu i szybkim ruchem zrzuciło ją z woźnego. Drugi z mężczyzn mocno uderzył ją w twarz, przyprawiając ją o zawrót głowy. Szybko złapał ją za jedno ramię, chwilę potem pobity przez nią woźny podniósł się i złapał drugie. Próbowała się wydostać z uścisku, szarpała się z całych sił. Jej nogi nie dotykały już podłogi, kopała nimi powietrze, byleby tylko utrudnić mężczyznom jej uspokojenie. Przed jej oczami ukazała się tęga salowa i z posępną miną popatrzyła w oczy Valentiny.
- No i po co ci to było? - zapytała opryskliwie i wyciągnęła z małej walizeczki strzykawkę z długą igłą. W środku znajdował się zielony płyn. - Dobranoc, Lightburn.
Valentina próbowała uciec, ale było to na nic. Salowa złapała jej ramię i szybkim, brutalnym ruchem, wbiła w nie igłę.
Wszystko zaczęła się mazać, wymazywać, rozpływać, jakby ocean zmył napis na piasku. Biel spowiła jej horyzont i jedyne, co teraz widziała to pusta przestrzeń. Ostatnie, co poczuła, to ból w krzyżu, który powoli przyprawiał ją o drgawki.
***
Floter szła wzdłuż długiego korytarza, mocno ruszając biodrami. Lekkie światło świecy, którą trzymała, rozjaśniało ciemne wnętrze. Gdy dotarła do drzwi swojego biura, jednym szybkim ruchem pociągnęła za klamkę, a chwilę później znalazła się w środku. Fioletowe meble zdobiły białe pomieszczenie, a na ścianie wisiał duży obraz rodziny, składającej się z rodziców i dwóch córek. Floter spojrzała z utęsknieniem na dzieło sztuki, ale zaraz skierowała się w stronę telefonu. Szarpnęła za słuchawkę i wybrała numer, który od paru dni naklejony był na kalendarz. Po trzech sygnałach usłyszała zachrypnięty głos.
- Dobry wieczór, z tej strony Floter. Wydaję mi się, że jednak się zgodzę na pańską propozycję. Podopieczni najwidoczniej bardzo zadowolą się tym, o czym pan mówił. O ile to nadal aktualne, panie Leto...

_________
*vita mutatur, non tollitur - łac. formuła z mszy żałobnej

8 komentarzy:

  1. dzyń dzyń.
    kto to?
    megs carter, koszmar z houston.

    jak to bywa w moim zwyczaju, gdy pojawiła się wieść o nowym rozdziale, szybko skończyłam jeść kisiel i wlazłam na twojego bloga.
    całkowicie najedzona kisielkiem mogę powiedzieć, że nadal utrzymujesz się na wysokim poziomie, jaki sobie narzuciłaś. nie mam praktycznie żadnych zastrzeżeń [poza ortografią, która jest i moją zmorą].
    może i rozdział do najdłuższych nie należy, ale czyta się go tak samo dobrze, jak i te, które zajmują trochę więcej stron w wordzie.
    weny życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham cię, wiesz? Swietnie piszesz. Pisz dalej.
    Twoja
    Mola ❤️

    OdpowiedzUsuń
  3. Jedna z ciekawszych historii jakie czytam wciąż mnie zaskakuje. Jesteś wielka, bo nie boisz się tak pisać :D Chciałabym mieć taką wyobraźnię xD Świetny rozdział, czekam na dalszy ciąg ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Podoba mi się, wiesz? Tak po prostu podoba. Miałam do kitu dzień, ale kiedy wreszcie znalazłam chwilę na Twojego Bloga to mogłam odciąć się od codzienności i wejść do Twojego świata. Dziękuję i życzę weny! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Przepraszam, ze tak późno komentuje.
    Jak zwykle jestem pozytywnie zaskoczona i kocham to całym serduszkiem <3

    OdpowiedzUsuń