05.

Popatrzył na nią spod kotary włosów, nie mogąc powiedzieć nic więcej. Przyglądała się fotografii, którą zniszczyła parę sekund wcześniej, była jakby nieobecna. Po dłuższej chwili się jednak odezwała, a jej głos przedarł się przez ciszę.
- Myślałam że jesteś głupi, nie głuchy - spojrzała na niego i pomrugała wielokrotnie, by pochamować łzy cisnące jej się do oczu.
- Ja... - wytrzeszczył tylko oczy i znów na nią spojrzał. Oczekiwał wyjaśnień, historii tłumaczącej to wszystko, czegokolwiek. - Nie wiem co powiedzieć.
Położył ręce na stole, będące teraz blisko ciała siedzącej na nim Valentiny. Był speszony, pierwszy raz od wielu lat był speszony. Nie wiedział, jak ma zabrać się za tą romowę, ale był tak ciekawy tej dziewczyny,  że nie potrafił powstrzymać budzących się w jego umyśle pytań.
- Wyjaśnisz mi o co chodzi? - silił się na neutralny ton, ale głos mu drżał.
- Co? - spytała ospale, nadal na niego nie patrząc. Wzrok kierowała na mężczyznę ze zdjęcia, któremu właśnie wypaliła twarz. - Co mam ci wyjaśnić? Nic, NIC nie będę ci wyjaśniać! - odwróciła twarz w jego stronę i spojrzała mu w oczy. Nie były już tak żywe jak chwilę temu. Wyglądały jak morze, z którego wybito wszystkie oragnizmy. - Tak w ogóle to jestem naćpana! - uśmiechnęła się, tracąc przy tym równowagę. Czuła, jak jej pośladki spadają z biurka, mogłaby przysiąc, że na pewno wyląduje na podłodze, kiedy nagle poczuła zimną dłoń na swoim ramieniu, ciągnącą ją do siebie. Poczuła dreszcze, kiedy chłód dotknął ją również z drugiej strony, przytrzymując ją, by nie upadła. Nieświadomie zdała sobie sprawę, że miała zamknięte oczy, więc natychmiast je otworzyła.
Jared klęczał teraz na biurku i trzymał ją w uścisku, nie dając jej możliwości upadku. Był zimny, zimny, jak jeszcze żaden człowiek, który ją kiedykolwiek dotknął. Popatrzyła na niego znacząco a on natychmiast ją puścił. Spojrzał ślepo w jej oczy i wrócił na swoje miejsce, dodając przez zęby coś na kształ "niezdara" czy też "sierota". Rozsiadł się znów w fotelu i próbował udawać, że nic się nie stało, mimo ciarków pojawiających się na jego ciele wraz z tym, kiedy dotknął Valentiny.
- Zauważyłem - powiedział, nie kryjąc uśmiechu pojawiającego się na jego twarzy widząc, jak bardzo speszona jest jego rozmówczyni.
Valentina walczyła z dreszczami, które nachodziły ją od czasu, kiedy dotknął ją Jared. Było to jedno z dziwniejszych doświadczeń w jej życiu, sama nie wiedziała, czy zareagowała tak przez to, że nie była trzeźwo myśląca, czy czasem nie składały się na to inne czynniki...
- No dobra, co chcesz wiedzieć? - zapytała sama z siebie. Nie minęła sekunda, a już pożałowała swoich słów.
Jared uśmiechnąć się jeszcze mocniej, ukazując szereg równych zębów. Mam cię, dziewczynko...
- O co chodzi z tym twoim psychiatrą? - nie owijał w bawełnę. Był stanowczy i najwidoczniej nie obchodziły go emocje z jakimi musiała się borykać, mówiąc o tym.
- Anglik, pan Wolfdern. Lat pięćdziesiąt. Wykształcenie wyższe. Głupota: poziom najwyższy z możliwych - powiedziała, automatycznie kierując wzrok na zdjęcie przez nią zniszczone.
- Nie o to mi chodziło... Myślałem, że jesteś głupia, nie głucha - oblizał usta i popatrzył na nią wyzywająco, jakby był ciekaw, czy ulegnie i odpowie mu tak, jak on sobie życzył.
- Osoby, o których wszystko się wie, przestają być dla nas interesujące - rzekła stanowczo. Siedziała na biurku już pewniej, bo oparła plecy o ścianę, przy której stał mebel. - Dlatego ty jesteś dla mnie taki szary, nieinteresujący...
- Nic o mnie nie wiesz - powiedział do niej szeptem, znów przysparzając ją o deszcz dreszczy na plecach. Myślała, że już nabrał się na jej intrygę, kiedy nagle dodał: - Ale wróćmy do ciebie. O mnie pozrozmawiamy przy innej okazji.
- A będzie taka? - spytała wyraźnie zainteresowana tym, że Jared nie chce od niej uciec, jak większość osób, z którymi miała do czynienia.
- Zobaczymy - powiedział i spojrzał na nią wyzywająco, ale ona wcale nie była zainteresowana jego wzrokiem. Patrzyła w dal za oknem, przyglądając się rosnącej na placu magnolii. Chwilę jeszcze lustrował ją wzrokiem, kiedy postanowił dodać: - Jeżeli mi powiesz o co chodzi z tym lekarzem, to zasadzę ci tutaj nową magnolię.
Odwróciła głowę w jego stronę a w jej oczach tańczyły iskierki ekscytacji.
- Skąd ty...
- Bo wiem - uprzedził ją i przyjął na siebie jej spojrzenie pełne wyrzutu. - Dlaczego tak się złościsz? Myślisz, że jesteś nie do odgadnięcia? Tak, może jesteś dla mnie zagadką, moją własną, prywatną zagadką, ale nie martw się... Ta zagadka zostanie przeze mnie rozwiązana.
Uśmiechnął się dumnie i wydał pomruk zadowolenia, gdy na twarzy Valentiny pojawiła się złość godna dzikiego zwierzęcia.
- Pieprz się, Leto - wydusiła z siebie i popatrzyła na niego z pogardą. Znów jej to robił, znów czytał jej w głowie. Była zła na siebie, że tak łatwo pozwoliła mu na to, by stać się jego trofeum. Ba, nawet sama chciała mu to teraz ułatwić, bo na usta cisnęły się jej słowa, których jeszcze nigdy nie wypowiedziała na głos.
- Robię to zazwyczaj z ogromną przyjemnością, ale aktualnie nie czuję takiej potrzeby - powiedział a jego twarz oblała się wulgarnym uśmiechem. - To co, powiesz mi, czy nie?
Valentina pomyślała o tych wszystkich latach, kiedy niczym zaklęta milczała w tej sprawie. Tyle bólu, smutku i żalu przyniósł jej ten człowiek... zamknęła oczy i powoli powiedziała:
- Gdy się tutaj znalazłam, miałam osiemnaście lat. To było pięć lat temu... - spałzowała na moment i popatrzyła na Jareda. - Ile ty w ogóle masz lat? - zapytała wybita z rytmu.
- Trzydzieści dwa - powiedział szybko, jakby pośpieszając ją, by kontynuowała.
- Myślałam, że dwadzieścia lat więcej - pierwszy raz się szczerze zaśmiała, ukazując dołeczek pojawiający się na jej lewym policzku. Nie lubiła tego w sobie: wolałaby mieć dołeczki z obu stron, albo wcale, ale czym to było przy problemach dzieci z trzeciego świata... - No więc gdy się tu pojawiłam, był tutaj inny psychiatra. Nazywał się Andrew Stonehills i był... był moim przyjacielem. Był jedyną osobą, której tu ufałam. Był jedyną osobą, której opowiedziałam swoją historię. Nikt przed nim i po nim jej nie usłyszał - znów popatrzyła w dal, nie mogąc znieść penetrującego spojrzenia Jareda. - Ale tej dziwce Floter to nie odpowiadało. Nie odpowiadało jej, że Andrew o mnie walczył, nie kazał podawać mi leków, chciał mnie stąd zabrać... Podobno zginął w wypadku samochodowym - powiedziała, przełykając mocno ślinę. - Ale ostatnio... Floter powiedziała mi, że jeżeli będę się źle zachowywać, to skończę jak on... Nie wiem, co to może znaczyć. Może po prostu to, że ta kobieta jest nienormalna? Sama nie wiem, do cholery. Tak czy inaczej, po tym, jak Andrew odszedł, zatrudniono tu Henrego Wolfderna - sięgnęła do kieszeni po papierosa, ale zdała sobie sprawę, że wszystkie już wypaliła. Przeklnęła głośno, po czym kontynuowała. - Od początku był jakiś popierdolony. Macał moje włosy, twierdził, że nigdy nie widział piękniejszych włosów w kolorze kasztanu.
Jared powoli rozumiał, dlaczego Valentina miała teraz blond włosy. Ofiary gwałtów chcą jak najbardziej przestać podobać się dręczycielowi, być wręcz brzydkimi, byle tylko nie cierpieć kolejny raz.
- Gdy pierwszy raz... mi to zrobił... czułam się, jakbym umierała. Wyrywałam mu się, mocno go pobiłam... Mimo to okazałam się bezsilna. Od tego czasu robi to co wtorek, a ja już nawet nie czuję upokorzenia, bo nie mam nikogo, przed kim mogłabym to czuć - wypuściła powietrze i oplotła ręce na swoim brzuchu, próbując sama siebie wesprzeć. Bez skutku. Dopiero teraz zrozumiała, jak głupia była, decydując się, że powie o tym Jaredowi. Miała ochotę zrobić teraz z jego twarzy  jesień śedniowiecza, ale to i tak nic by nie zmieniło. - Pewnie teraz myślisz, że jestem bezwartościowym śmieciem. Nie martw się, nie ty jeden tak uważasz. Co jak co, ale ja mogłabym być całym wysypiskiem tego syfu.
- Wiesz, on myśli, że siedzi na górze... Ale to góra z gówna, nie ze złota - odezwał się pierwszy raz od dłuższego czasu, czując potrzebę, by jakkolwiek ją pocieszyć.
- To brzmi jak jakiś wiersz - powiedziała a on tylko uśmiechnął się delikatnie.
Nagle usłyszeli dźwięk uderzania w drzwi, które chwilę potem otwarły się, ukazując postać postawnego salowego.
- Czas minął, koniec tej kary - powiedział ostro i podszedł do Valentiny, by złapać ją mocno pod ramię. - Idziemy - pociągnął ją tak, że zeszła z biurka i szła za nim, próbując utrzymywać przy tym równowagę.
- Val! - usłyszała za plecami i przez chwilę była zupełnie zdezorientowana, do kogo zwraca się Jared. Dopiero po chwili zrozumiała, że do niej. Odwróciła się, stojąc już przy drzwiach i na niego spojrzała. - Jeżeli macie tutaj jakieś amerykańskie radia.. Włącz o dwudziestej BBC1Radio.
Pokiwała głową i próbowała jeszcze coś powiedzieć, ale salowy szturchnął ją mocno w stronę korytarza.
***
- Kretynka - powiedziała cicho, siedząc nad śpiącą Clary. Powoli zyskiwała świadomość i czuła coraz to większy gniew. - Wszystko przez ciebie.
Wiedziała, że Clarissa tego nie usłyszy, nie miało to dla niej najmniejszego znaczenia. Pełna wyrzutów opowiedziała śpiącej dziewczynie o sytuacji zaistniałej parę godzin wcześniej, nie mogąc pozbyć się dreszczy na wspomnienie dotyku Jareda. Gdy już skończyła swój monolog, spojrzała ukradkiem na zegar. Była dokładnie dziewiętnasta pięćdziesiąt pięć. Miała czas, by znaleźć adapter i poszukać tej stacji radiowej.
Mimowolnie wstała, udając się w stronę pokoju dziennego, w którym ludzie spędzali większość dnia.
Cały utrzymany był w ciepłych barwach, ściany raziły pomarańczem a sofa stojąca na przeciw telewizora, błyszczała żółcią. Pod oknem, gdzieś w kącie pokoju, stał pożądany przez nią sprzęt. Podeszła do niego i walcząc z pokrętłem przez pięć minut ustawiła upragnione przez nią radio. Natychmiast usłyszała głos spikera, który witał na wieczornym spotkaniu słuchaczy z rockiem.
- Dziś zaczniemy od premiery singla grupy 30 Seconds to Mars, która po udanym The Kill, idzie za ciosem i wydaje kolejny świetny kawałek! Piosenka nosi tytuł From Yesterday i, jak donoszą plotki, już kręcony jest do niej teledysk! Tak więc mamy przyjemność przedstawić państwu najnowszy dorobek zespołu braci Leto, posłuchajcie! - prowadzący radośnie zapowiedział zespół, chwilę później do uszu Valentiny doszły pierwsze dźwięki utworu:
He's a stranger to some and a vision to none.
He can never get enough, get enough of the one.
Poczuła dziwne ukłucie w sercu a chwilę potem jej ciało oblała fala dreszczy. Piosenka jakby opowiadała o jej prześladowcy, krzywdzicielu... każde słowo pasowało idealnie i sama zdziwiła się faktem, że piosenka jej się podoba. Głos Jareda, ku jej zaskoczeniu, brzmiał dobrze a mocne dźwięki gitar głaskały jej serce, gdy płakała z bezsilności. Druga zwrotka rozpoczęła się znaczącymi wersami:
On a mountain he sits, it's not of gold but of shit.
Uśmiechnęła się przez łzy, na wspomnienie, kiedy to takową wypowiedź Jareda oceniła na wiersz. Czuła rosnący gniew i irytację wymieszane z pewnym rodzajem radości.
Jak ten człowiek mógł napisać piosenkę tak bliską jej sytuacji, nawet jej nie znając? Poczuła dziwną potrzebę zagrania w tą samą grę, w którą grał on.
A co z twoją zagadką, panie Leto?
***
Siedział na dachu hotelu, przygladając się nietypowemu widokowi. Spędzając większość życia w Ameryce, chiński horyzont był dla niego czymś niezwykłym.
Nadal nie przywykł do tego, że stać go, by tak podróżować. Kiedyś, najzwyklejszy dolar liczył się bardziej niż cokolwiek innego, by przeżyć z miesiąca na miesiąc. Dziś, mógł pozwolić sobie na nagranie najdroższego teledysku na świecie po drugiej stronie kontynentu. To była dla niego miła odmiana.
Chłonął powietrze, kiedy ujrzał obok siebie cień. Odwrócił się i zobaczył rozbawione oczy jego najlepszego przyjaciela. Jego brata. Poklepał go po ramieniu i usiadł obok niego, szturchając go z rozbawieniem w ramię.
- Nie chcę ci przeszkadzać w udawaniu Mufasy spoglądającego na Afrykę, ale masz gościa. Pewna blondi, dobrze ci znana blondi, tu wpadła.
Jared podniósł się szybko i ruszył w stronę drzwi prowadzących do hotelu. Pobiegł szybko po schodach, a gdy dotarł do wnętrza swojego pokoju tylnym wejściem, ruszył w stronę swych drzwi.
W głowie kłębiły mu się tysiące myśli, ale jedna stale się powtarzała: jak Valentina się tu znalazła?
Nie zastanawiając się długo , otworzył drzwi. Kilka sekund później poczuł dziwny zawód, mimo to, wykorzystując swe zdolności, udał szczęście. Szczupła blondynka wpadła mu w ramiona i uściskała go mocno. Odsunęła od niego twarz, zbliżając przy tym resztę swojego ciała tak, że dotykali się w każdym możliwym miejscu.
- Zrozumiałam, że nie wytrzymam tej nocy bez ciebie - powiedziała cicho i zamruczała niczym kotka.
- Cieszę się - wycedził lekko i złapał ją za dłoń. - Dobrze cię widzieć, Karla.
Popatrzył na usta pięknej blondynki, na których złożył pocałunek parę sekund później.

10 komentarzy:

  1. boskiiiii, czekam na nowy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, cieszę się, że komuś się podoba. :)

      Usuń
  2. tym razem jestem druga (najpierw niechcący napisałam "gruba", ale to też by się zgadzało). kucze bele.
    na wstępie przepraszam za lekką obsuwę z dodawaniem komentarzy. umierałam dzisiaj na lenistwo i dopiero kilka minut temu zabrałam się za rozdział. sors, mordo.
    pomimo poruszenia tak trudnego tematu jakim bezapelacyjnie jest gwałt, tę część czytało się nadzwyczaj lekko. fragment poświęcony 'from yesterday" trochę ociepla atmosferę rozdziału, nie niszcząc go. brawo!

    "Nie chcę ci przeszkadzać w udawaniu Mufasy spoglądającego na Afrykę (...)" zesrałam się XDDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz, że lubię wymyślać szanonowi teksty...

      dziękuję, ty wiesz jak bardzo cię kocham, więc nie będę tego pisać (ale cię kocham, xo)

      Usuń
  3. Jednym słowem : Bosko !
    Naprawdę tworzysz ładne zdania i bardzo podoba mi się opis uczuć Valentiny.Trzymaj tak dalej !
    Czekam z niecierpilwością na nowy rozdział :D

    Weny życzę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, moje serce się raduje! Nie myślałam, że ktoś będzie czytał to opowiadanie. <30

      Usuń
  4. Zawsze podoba mi się, jak ukrywasz epickie teksty w dialogach, tak jak ten o Mufasie :') poza tym bardzo fajnie się czyta, fabuła tez póki co mi się podoba i watpię, bys cos zepsuła przez co mogłaby mi się przestać podobać :) a tak z innej beczki to piękny ten nowy szablon.
    Życzę weny i pozdrawiam,
    C.

    OdpowiedzUsuń
  5. A i dodam, że chciałabym tak pieknie pisać jak ty :c

    OdpowiedzUsuń
  6. piszesz naprawdę wspaniale. Cały ten pomysł jest niezwykły, ale chyba już to pisałam. Wszystko tu jest inne i lepsze niż w przeciętnym ff. Czuję tajemniczość bohaterów i coś czego nie umiem dobrze nazwać, ale jest to coś niesamowicie pozytywnego. Dziękuję za to opowiadanie, serio! :)

    OdpowiedzUsuń